Odnaleźli swoją drogę ...

Historie ludzi, którzy w naszych domach odnaleźli swoją drogę do normalnego życia.

W roku 2016

Pan Tolek

Latem 2015 do schroniska został przyjęty pan Tolek - alkoholik z lekkim upośledzeniem umysłowym.
Bezdomnym był, jak mówi, zawsze – nikt nigdy nie miał cierpliwości by się uporać z jego problemem alkoholowym.
Naszym pracownikom, po pół roku pobytu i wielu interwencjach, udało się. Pomógł nam los – pan Tolek zachorował onkologicznie. Zrobiliśmy wszystko by być z Nim w chorobie, przygotowaniu do operacji i w rehabilitacji.
Trzeźwy pan Tolek okazał się bardzo sympatycznym, pracowitym, uczynnym człowiekiem, chętnym do zmiany swojego życia. 

Rok 2016 dla pana Tolka to orzeczenie o niepełnosprawności, uzyskanie miejsca w DPS oraz udział w pielgrzymce Towarzystwa jako podziękowanie Bogu za ratunek.

Rodzina

Przed paru laty uboga, pięcioosobowa rodzina z problemami, nagle straciła wynajmowane tanie mieszkanie w naszym mieście.
Ojciec przestał sobie radzić z ciężką sytuacją życiową, popadł w alkoholizm, zakończony wkrótce zgonem.
Matka z trójką dzieci na czas starania się o mieszkanie socjalne zamieszkała w schronisku - był to rok 2013.
Uzyskanie mieszkania nie było łatwe - rodzina na stałe była zameldowana w małej miejscowości. W czasie pobytu w schronisku dzieci chodziły do przedszkola, szkoły. Mama bardzo troskliwie opiekowała się nimi, pracowała dorywczo i walczyła o mieszkanie w naszym mieście.

Późną wiosną 2016 roku przyznano im lokal socjalny, który pomogliśmy odświeżyć, wyposażyć i umeblować. Przeprowadzili się w końcu wakacji - nowy rok szkolny rodzina rozpoczęła już we własnym domu. Utrzymujemy z nimi kontakt.

Pan Jan

Pan Jan został eksmitowany z mieszkania z powodu ciągłych awantur z ex-żoną i zamieszkał w schronisku.
W ciągu 6 lat pobytu u nas pan Jan uzyskał emeryturę, dzięki udokumentowanej długoletniej pracy zawodowej.
Okazał się spokojnym, życzliwym człowiekiem. Pomagał jako kierowca-wolontariusz w zaopatrzeniu schroniska.

W 2016 r. pan Jan otrzymał mieszkanie do remontu z zasobów miasta, a od nas wydatną pomoc w jego remoncie i urządzeniu. Utrzymujemy stały kontakt z panem Janem, który nadal chętnie korzysta z naszej stołówki, teraz już odpłatnie.

W roku 2015

Młody
Znamy Młodego od 7 lat, jest alkoholikiem i hazardzistą, traktował przez te lata nasze schronisko jak sanatorium - pojawiał się na kilka tygodni lub miesięcy, obiecywał, uczęszczał na terapie. Potem spotykał kogoś z przeszłości i znikał.
Tuż przed 30 urodzinami wrócił i zaczął się powrót do normalnego życia: odbył terapię w Ośrodku Leczenia Uzależnień, uczęszczał na warsztaty terapeutyczne, uzyskał orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności. W roku 2014 podjął pracę, zaczął uczęszczać od klubu AA. W IV kwartale 2015 wynajął kawalerkę. Pracuje, nadal  jest w AA, odwiedza schronisko tak jak odwiedza się najbliższych.

 

Pani Jola
W naszym Schronisku Pani Jola przebywała 2 lata, do wczesnej jesieni 2015 r., kiedy to wspólnie z partnerem wynajęła mieszkanie i w swoje 35 urodziny rozpoczęła nowy etap życia.
Przybyła do nas z niemowlęciem po pobycie w ZK. Jest uzależnioną ofiarą wieloletniej przemocy domowej, bez wzorców z domu rodzinnego. Jest matką kilkorga dzieci przebywających w placówce opiekuńczej, rodzinie zastępczej i w domu dziecka.
W schronisku cały zespół wspierał Panią Jolę w zmianie starych nawyków, uniezależnieniu się od toksycznego byłego męża. Po przepracowaniu wielu godzin z psychologiem, kuratorem, pedagogiem, Pani Jola uporała się z uzależnieniem od męża i wyraziła zgodę na przekazanie do adopcji dzieci z domu dziecka. Przebywając w Schronisku Pani Jola dała się poznać jako troskliwa matka i dzięki temu pomogliśmy odzyskać pełnię władz rodzicielskich nad najmłodszym synkiem. Udało się też Pani Joli podjąć stałą pracę, ulokować synka w przedszkolu i poznać odpowiedzialnego partnera, z którym stworzyła rodzinę dla najmłodszego syna.

 

Pan Wiesiek
Pan Wiesiek to wieloletni „gospodarz złota rączka” naszego schroniska. Trafił do nas 15 lat temu w wyniku konfliktu rodzinnego. Nie skarżył się, nie opowiadał o swoich problemach, próbował przy naszej pomocy nawiązać kontakt z żoną - bez sukcesów. Po każdej takiej próbie pił i znikał, aż do momentu pobytu w szpitalu i znacznego pogorszenia zdrowia.
Po ostatnim powrocie Pan Wiesiek zaczął dbać o swoje zdrowie i o swój wygląd, zbiegło się to z usamodzielnieniem się jego dzieci, z którymi nawiązał kontakt - najpierw telefoniczny, potem osobisty. Pan Wiesiek spędził z rodziną syna święta i po kolejnych odwiedzinach, pomimo obaw przyjął zaproszenie rodziny syna do nich na stałe. Pan Wiesiek przeprowadził się w 2015 roku, utrzymuje z nami kontakt telefoniczny, jest zadowolony z podjętej decyzji i dumny z wnuków.

 

Pani Kasia
Schorowana, uzależniona od alkoholu czterdziestolatka trafiła do naszego schroniska w 2015 roku. Jest po maturze, ma nastoletnie dziecko, którym zajmują się dziadkowie jako rodzina zastępcza (mąż alkoholik zmarł). Kilka razy Pani Kasia podejmowała próby wyjścia z uzależnień; z narkotykami poradziła sobie, z alkoholem udawało się na krótko. W Schronisku Pani Kasia utrzymuje abstynencję, leczy się u neurologa, psychiatry, hematologa, przyjmuje regularnie leki, jest pacjentką poradni odwykowej. Pomimo wielu ograniczeń (zarówno ruchowych jak i psychicznych) bierze czynny udział w życiu schroniska, rozwija swoje zdolności plastyczne, pomaga w organizacji życia kulturalnego w naszej społeczności. Dzięki pracy i pomocy opiekunów, Pani Kasia może czuć się bezpieczna, leczyć się, próbować odbudowywać relacje z najbliższymi. Święta Bożego Narodzenia 2015 roku spędziła z rodziną po raz pierwszy od wielu lat.

W roku 2014

Jakub

26 lat, kawaler, wykształcenie zawodowe. Rodzice rozwiedli się, matka mieszka za granicą, ojciec z drugim synem w Polsce. Z powodu beztroskiego życia, licznych kłamstw i oszustw Jakub przebrał miarę i stracił wsparcie rodziny. Ponieważ nie opłacał czynszu musiał opuścić mieszkanie, i w 2012 r. został skierowany do naszego schroniska. Przy wsparciu opiekunów schroniska kilkakrotnie uzyskiwał pracę, jednak długo się w niej nie utrzymywał i wracał do nas. Miał problem z rozporządzaniem pieniędzmi i utrzymaniem pracy. Zmieniliśmy podejście, i gdy kolejny raz uzyskał pracę, został w schronisku i przez kilka miesięcy opiekun pomagał mu gospodarowaniu pieniędzmi. W tym czasie udało się też wznowić kontakt z matką. Po kilku miesiącach wynajął pokój, mama opłaciła mu szkolenie, dzięki któremu uzyskał lepszą pracę. Przeniósł się z pokoju do kawalerki, poznał dziewczynę. Utrzymuje z nami regularny kontakt. Imię zmienione.

Roman

26 lat, piekarz z zawodu, kawaler. Przyszedł do schroniska w 2013 roku. Podczas pobytu przestrzegał regulaminu i nie sprawiał problemów wychowawczych. Ukończył kurs obsługi maszyn sprzątających, po czym podjął pracę w firmie, która zajmuję się sprzątaniem w dużych obiektach handlowych. Niedługo po podjęciu pracy otrzymał mieszkanie komunalne. Pomogliśmy mu w umeblowaniu mieszkania i w przetransportowaniu wszystkich rzeczy do tego mieszkania. Imię zmienione.

Ewa, 46 lat

Straciła mieszkanie w związku z wieloletnią, niesystematycznie leczoną, depresją i silnymi stanami lękowymi. Nie była w stanie iść do pracy i opłacać czynszu. Przybyła do schroniska w 2012 r. skierowana przez MOPS w pobliskim mieście. Była przekonana o beznadziejności swej sytuacji, trudno jej było otworzyć się i uwierzyć, że ktoś chce jej pomóc. Zaczęła się długa praca z Ewą całego zespołu - psychologa i psychiatry nad depresją i stanami lękowymi, opiekunek nad wzmacnianiem motywacji, pracownika socjalnego nad uzyskaniem mieszkania. W marcu 2014 otrzymała lokal socjalny w swoim mieście. Pozyskaliśmy sponsora na zakup wyposażenia, wykonaliśmy niezbędny remont i w maju Ewa zamieszkała swoim mieszkaniu. Schronisko ma stały kontakt z Ewą – dobrze sobie radzi, rozsądnie gospodaruje skromnymi finansami, nie zalega z opłatami. Skończyła kurs obsługi kas fiskalnych i stara się o pracę. Imię zmienione.

Andrzej

53 lata, rozwiedziony, 4 dzieci. Bezdomny od 12 lat. Przez wiele lat nadużywał alkoholu, przebywał w więzieniach. Żona wystąpiła o rozwód - stracił mieszkanie. Z powodu pijaństwa stracił pracę. Przebywał w wielu placówkach; z każdej był usuwany za picie i agresywne zachowanie. Także z naszego schroniska. Po kilku latach przyszedł ponownie i otrzymał szansę, którą wykorzystał. Przestał pić, odbył terapię zamkniętą, uczestniczył w spotkaniach grupy AA. Bardzo się zmienił, można było z nim porozmawiać, angażował się w życie schroniska. Skłoniliśmy go do zajęcia się swoim zdrowiem – po badaniach orzeczono umiarkowany stopień niepełnosprawności; otrzymał zasiłek stały. Andrzej już dawno złożył wniosek o mieszkanie socjalne i teraz je otrzymał. Wymagało remontu, w czym pomogli mieszkańcy schroniska. Pomogliśmy też w wyposażeniu. Historia Andrzeja wykazuje, że nikogo nie powinniśmy przekreślać, lecz dać kolejną szansę. Imię zmienione.

Adam

ma 55 lat, wykształcenie średnie; kawaler. Trafił do schroniska w 2011 roku z problemem alkoholowym. W schronisku utrzymywał abstynencję i dał się poznać jako człowiek pracowity i zaangażowany w codziennie życie domu. W 2013 zatrudniliśmy Adama jako opiekuna w noclegowni, gdzie poznał specyfikę pracy z osobami bezdomnymi. Zaproponowaliśmy mu zamieszkanie w mieszkaniu wspieranym. Następnie w ramach projektu został streetworkerem. Do dzisiaj pracuje na ulicy z osobami potrzebującymi. Nawiązał bliskie kontakty z bratem i rodziną. Jesteśmy w stałym kontakcie. Imię zmienione.

W roku 2012

Zbyt młody emeryt

Do naszego schroniska Pan Marek trafił przerażony utratą kontroli nad swoim życiem. Pracował w wojsku; po przejściu na emeryturę zaczął pić - stracił wszystko: najpierw rodzinę, potem samochód, dom, a na końcu przyjaciół, nawet tych od kieliszka. Znalezienie się w schronisku było tak ciężkim przeżyciem, że przestał pić  i  natychmiast rozpoczął terapię odwykową. Ponieważ przez alkohol stracił prawo jazdy i inne uprawnienia zaczęliśmy wspólnie poszukiwać jakiegoś zajęcia. Okazało się, że Pan Marek jest bardzo sprawnym kucharzem, po badaniach podjął pracę w kuchni schroniska. W końcu ubiegłego roku Pan Marek, po 2 latach mieszkania w schronisku,  wyprowadził się na stancję, nadal pracuje w naszej kuchni, z czego obie strony są bardzo zadowolone.

Historia, jakich wiele

Młoda kobieta z dwójką dzieci trafiła do nas uciekając przed przemocą partnera, ojca dzieci. Jej historia jest całkiem zwyczajna: po rozwodzie rodziców została z mamą i trójką rodzeństwa w kawalerce; było ciężko. Miała 18 lat, gdy spotkała tego Jedynego. Szybko było dziecko, zamieszkała z „teściami”; nie pomagali, ale Jedyny pracował. Po urodzeniu drugiego dziecka zaczęły się problemy finansowe.  Jedyny zaczął wracać z pracy pijany. Dzieci poszły do żłobka i przedszkola, a ona do pracy. Pieniędzy wciąż brakowało, doszły awantury, rękoczyny, wizyty policji. Odeszła, gdy Jedyny podniósł rękę na dzieci. W schronisku dzieci dość szybko zaklimatyzowały się. Jej było trudniej, ale przy wydatnym wsparciu współmieszkanek uwierzyła, że może być lepiej. Znalazła pracę, wystąpiła o alimenty i ograniczenie władzy rodzicielskiej ojcu, który nie interesował się losem dzieci. Oczekuje na mieszkanie socjalne. W międzyczasie pomogliśmy jej znaleźć mieszkanie w zamian za opiekę nad starszą panią. Panie bardzo się wspierają a nasza podopieczna często odwiedza schronisko i jest zadowolona z obecnego życia.

Rencista

Pod koniec lata 2012, do naszej placówki został przywieziony przez pracodawcę pan Wojciech. Ostatnio pan Wojciech pracował na budowie jako stróż ( mieszkał też na budowie); ale był już bardzo chory i nie mógł pracować. Pan Wojciech jest rozwodnikiem, utrzymuje "letnie" kontakty z dziećmi. Jest rencistą a więc ma uprawnienia ZUS do opieki zdrowotnej. Schronisko pomogło w częściowym powrocie do zdrowia: zorganizowano wszelkie badania i konsultacje, a po powrocie ze szpitala rehabilitację i fundusze na sprzęt -  wózek, kule i protezy. Pan Wojciech jest teraz pogodnym, spokojnym mieszkańcem naszego schroniska. Nie poddał się niepełnosprawności, intensywnie ćwiczy, zaczyna chodzić z protezą. Uczestniczy w programie "Aktywizacja bezdomnych seniorów".

Zawał

Pani  Bronia miała 45 lat i dorosłe dzieci  gdy uciekła od męża alkoholika; uciekła z miasta na wieś, do pracy w ogrodnictwie. Po jakimś czasie poznała cudownego człowieka, wdowca, gospodarza; mieszkali razem przez 7 szczęśliwych lat. Pani Bronia zaczęła  tracić wzrok, straciła pracę i ubezpieczenie. Partner zaproponował pomoc w sfinansowaniu operacji zaćmy, niestety umarł nagle na zawał. Do naszego schroniska przywiozła ją Straż Miejska z odmrożonymi stopami, z zaćmą na obu oczach, z głęboką depresją gdyż dzieci partnera wyrzuciły ją z domu na mróz - bez ubrań, bez dokumentów. Tak tułała się przez kilka dni. Pomogliśmy jej w załatwieniu dokumentów, ubezpieczenia, w umieszczeniu w kolejce na operację zaćmy, w leczeniu odmrożeń. Teraz trudno rozpoznać w tej uśmiechniętej, pełnej życia i planów pani - tamtą biedną, smutną i zagubioną kobietę sprzed kilku miesięcy.

Na skutek operacji

Nasz wieloletni sezonowy mieszkaniec, Pan Wiktor, dla nas Witek, to dusza każdego towarzystwa - elokwentny, dowcipny. Fachowiec budowlany, lecz pijący, niepokorny, notorycznie łamiący przepisy - musiał wielokrotnie opuszczać schronisko.  Ciężko zachorował, przeszedł operację.  Długa rekonwalescencja spowodowała, że do schroniska powrócił inny człowiek; słaby, smutny ale niepijący i myślący o przyszłości. Powoli wracał do zdrowia, w schronisku zrobiło się wesoło, udzielał się w różnych zajęciach. W końcu nawiązał kontakt z rodziną, a dla ukochanej wnuczki jest gotów zrobić wszystko. Pomogliśmy mu wynająć mieszkanie i pomagamy w nauce normalnego życia. Po 10 latach tułania się Witek nie jest społecznie gotowy do samodzielnego życia: uczy się planowania wydatków, dotrzymywania terminów opłat. Odwiedza nas często, zżył się z innymi mieszkańcami schroniska.

W roku 2011

Wytrwale do celu

Wiosną 2011 pomagaliśmy w przeprowadzce do własnej kawalerki naszemu wieloletniemu mieszkańcowi. Zgłosił się do nas w 2004 r. jako zarejestrowany bezrobotny, z chorobą alkoholową i chęcią podjęcia leczenia odwykowego. Po pierwszym roku pobytu pozytywnie zakończył terapię i podjął pracę zawodową na czas określony - a pracuje do dzisiaj. Po kolejnych 2 latach przyszedł kryzys, wydawało się, że powróci do alkoholu; przy wsparciu mieszkańców i pracowników schroniska przezwyciężył te chwile. Po następnych 3 latach podjął decyzję usamodzielnienia się, zlikwidował książeczkę mieszkaniową, kupił małe mieszkanie, pomogliśmy w remoncie i urządzaniu. Odwiedza mieszkańców schroniska, pracuje, jest abstynentem i daje świadectwo, że można zmienić się w wyniku ciężkiej pracy i wytrwałości, można osiągnąć postawiony przed sobą cel.

Od nowa

Pani Wera przed wielu laty opuściła męża i z dwójką dzieci zamieszkała u swojej mamy. Potem wyprowadziła się i zamieszkała na wsi z konkubentem w wynajętym domu. Konkubent jest ojcem jej najmłodszego dziecka. Nie chciał uznać dziecka, nie łożył na utrzymanie. Były mąż także nie płacił alimentów (obaj byli karani).  Mama nie zgodziła się na powrót córki z trójką dzieci.  Pani Wera trafiła do naszego Domu. Pomogliśmy jej w sprawie o ojcostwo, o alimenty, pomogliśmy ulokować najmłodsze dziecko w żłobku a starsze w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapeutycznym. Dzieci odnoszą sukcesy w szkole, a Pani Wera podjęła pracę i uzyskała mieszkanie socjalne.  Utrzymuje z nami kontakt, wspiera ją mama w usamodzielnianiu się. Rodzina jest objęta nadzorem kuratora sądowego, a dzieci opieką Poradni Zdrowia Psychicznego.

W roku 2010

Zawrócona

Młoda dziewczyna z lekkim stopniem niepełnosprawności (choroba przewlekła, stały zasiłek), w zaawansowanej ciąży, po pobycie w szpitalu z powodu skrajnego wyczerpania spowodowanego alkoholizmem, trafiła do nas nie z własnej woli, ale dzięki interwencji MOPS-u.
Dziewczyna ma adopcyjnych rodziców, rodzeństwo, ale takich zmartwień im przysporzyła we wczesnej  młodości, że nie przyjęli jej do domu po pobycie w szpitalu. Nie uczyła się, nie uczestniczyła w życiu rodziny, bardzo młodo zamieszkała z konkubentem. W wieku lat 18 została wdową po alkoholiku.
Z rozpaczy zaczęła pić, zamieszkała w pustostanie; po 2 latach związała się ze znacznie starszym partnerem, w 2009 roku zaszła w ciążę.
W naszym schronisku pojawiła się na początku roku 2010, wkrótce urodziła zdrowe dziecko. Zmiana jaka zaszła w tej dziewczynie w czasie pobytu u nas i dzięki pracy naszych pracowników jest przez wszystkich zauważalna; przestała pić, wzorowo opiekuje się dzieckiem, rozstała się z partnerem, uzyskała alimenty, zarejestrowała się w Urzędzie Pracy, dziecko czeka w kolejce do żłobka. W końcu roku wyprowadziła się do mieszkania socjalnego i nawiązała kontakty z rodziną, od której otrzymała wsparcie zarówno materialne jak i psychiczne. Z nami pozostaje w przyjaznych relacjach.

Niezłomna

Emerytka, niepełnosprawna na wózku, pojawiła się u nas późną wiosną 2009 roku w wyniku nadzwyczajnych przypadków i chyba braku życzliwości wielu ludzi. Po śmierci męża przeniosła się czasowo do córki, aby jej pomóc (pomimo kalectwa) w ciężkiej chorobie i w samotnym wychowaniu dziecka. Po dwóch latach córka zmarła, wnuczkę zabrał ojciec a mieszkanie córki, w którym mieszkała, musiała opuścić. Okazało się, że nie ma gdzie wracać, ponieważ 2 miesiące przed śmiercią córki wymeldowano ją z jej mieszkania.
Nie poddała się jednak - tryskając humorem, pełna optymizmu, przyjazna, życzliwa, brała udział w każdej działalności naszej placówki, również w wycieczkach, czy pielgrzymkach. Wnuczka bardzo przyjaźni się z babcią, często ją odwiedzała w schronisku, chodziły razem na spacery, zakupy. MOPS zaproponował pobyt w DPS, a naszą mieszkankę zmotywowało to do starań o przydział mieszkania socjalnego. Udało się, w końcu 2010 roku otrzymała mieszkanie socjalne na parterze, przystosowane dla inwalidy, pomogliśmy je wyposażyć z zasobów Towarzystwa w meble i inne akcesoria potrzebne w domu; uczestniczyliśmy też w pozyskaniu od darczyńców sprzętu AGD. Pozostaje w kontakcie z pracownikami Schroniska.

Budowlaniec

30-letni budowlaniec z powodu nadużywania alkoholu stracił kontakty z rodziną i przybył jesienią 2009 roku do naszego Schroniska.
Tu dość szybko uporał się z problemem alkoholowym dzięki własnemu uporowi i naszej pomocy. Powierzyliśmy mu prace pomocnicze w kuchni, okazał się odpowiedzialnym, systematycznym pracownikiem, stale rozwijającym umiejętności. Przestrzega regulaminu, nie pije, bardzo dba o swój wygląd, zainteresował się też poprawą własnego zdrowia; pomaga chorym i niepełnosprawnym współmieszkańcom. Obecnie czeka na przydzielenie mieszkania socjalnego, systematycznie szuka pracy, nawiązał kontakt z rodziną. Mamy nadzieję, że wkrótce usamodzielni się a my go będziemy wspierać i pomożemy mu urządzić się u siebie.

Góral

Trafił do naszego Domu po pożarze własnego gospodarstwa w małej górskiej wiosce. Kawaler po 40-stce, jedynak, po śmierci rodziców gospodarzył sam w rytmie typowej, biednej wioski gdzie jeden sąsiad pomaga drugiemu a walutą jest alkohol.
„Góral” jest bardzo schorowanym człowiekiem, alkohol pozwalał mu zapominać o cierpieniu, samotności. W naszym Domu przestał pić, bóle które go dopadały nie pozwalały mu spać, jeść, żyć. Udało nam się wybronić go przed zamkniętym leczeniem przeciwalkoholowym i ulokować w szpitalu; okazało się, że jest konieczna operacja.
Próbowaliśmy uzyskać pomoc materialną z MOPS-u na remont, nie udało się bo „Góral” ma pole i rentę, choć całą rentę przeznaczał od lat na leki, worki i kroplówki. 
Po wielu tygodniach wrócił do zdrowia i do naszego Domu. W czasie pobytu w szpitalu obmyślił plan - sprzedał część gospodarstwa i rozpoczął remont swojego domu. Po kilku miesiącach wrócił do siebie wyposażony przez nas w wyprawkę i obietnicę pomocy w przypadku jakichkolwiek trudności.

W roku 2009

Kawaler

bez zawodu, bezdomny od roku, przybył do nas po pomoc. Po śmierci rodziców został sam, bez środków do życia, eksmitowany z rodzicielskiego mieszkania, z dalszą rodziną nie utrzymywał kontaktu. Ćpał, ale przestał – od 2 lat czysty. W naszej placówce rozpoczął aktywizację społeczną i zawodową, kontynuując terapię przeciwdziałania narkomanii. W ramach prowadzonego przez placówkę programu przeszedł kurs zawodowy, pracował na rzecz społeczności lokalnej, podejmował się zarobkowych prac dorywczych. Dość szybko pracowitością, chęcią współpracy pozyskał naszą sympatię i zaproponowaliśmy mu pracę w firmie, która wykazała chęć przyjęcia naszego podopiecznego. Po udanym okresie próbnym otrzymał służbowe, jednopokojowe mieszkanie. Jest bardzo zadowolony, odwiedził nas z okazji Świąt Bożego Narodzenia, dzwoni okazjonalnie.

Krawcowa

matka czworga dzieci, zgłosiła się do naszego Schroniska w marcu 2009 r. Z powodu biedy i alkoholizmu męża była bezdomną od 7 lat. Otoczyliśmy tę rodzinę pełną opieką. „Krawcowa” uczestniczyła w spotkaniach terapeutycznych na terenie placówki oraz w Poradni Anon, w zajęciach Szkoły dla Rodziców. Dzięki wsparciu schroniska usamodzielniła się i w sierpniu 2009 wyprowadziła się do wynajętego lokalu. Nadal, w ramach naszych możliwości, wspieramy tą rodzinę ciepłymi posiłkami i odzieżą.

Naiwny

przez wiele lat pracował za granicą, wysyłał pieniądze żonie, dzieciom. Gdy nastał kryzys stracił pracę i wrócił do domu, ale okazało się, że nie ma domu. Żona związała się z innym mężczyzną, wymeldowała go ze wspólnego mieszkania (był 4 lata nieobecny). Załamał się; Ośrodek Pomocy Społecznej skierował go latem 2009 do naszego schroniska. Otoczyliśmy go serdeczną opieką.  Powoli odzyskał chęć życia. Jest miłym, niepijącym, uczynnym człowiekiem, chętnie pracuje na rzecz schroniska. Ponieważ jest fachowcem, od września 2009 pracuje zawodowo; odnowił kontakty z mamą, rodzeństwem i swoimi dziećmi.  W 2010 roku planuje kontynuację pracy, wynajęcie mieszkania i powtórny start w życie. Wspieramy go w jego zamierzeniach.

Miastowa

z powodów ekonomicznych trafiła na prowincję. W mieście ma rodziców, rodzeństwo, ale nie utrzymują ze sobą kontaktów z powodu złych wcześniejszych relacji. Do naszej placówki trafiła z przedszkolaczkiem i w ciąży, i to troska o nowe dziecko zmusiła ją do prośby o pomoc. Urodziła dzieciątko, jest bardzo troskliwą, kochającą matką. Dzięki poparciu naszego Domu znalazła się na wysokiej pozycji listy osób oczekujących na przydział mieszkania. Złożyła pozew o alimenty i je otrzymała, złożyła też wniosek o przyjęcie maluszka do żłobka. Po wielu trudach i pomocy pracowników Domu jest na dobrej drodze do samodzielności: dzieci są w przedszkolu i żłobku, dzięki alimentom wróciła do miasta i wynajęła kawalerkę a sama założyła firmę sprzątającą.

Zamknięty

przybył do nas 2007 roku. Nieufny, małomówny, niepozorny.  Niekonfliktowy - ale obcy, skryty; nie mógł zintegrować się z mieszkańcami, nie akceptował sytuacji, w jakiej się znalazł. Przez 2 lata próbowaliśmy prowadzić „przypadkowe” rozmowy o jego sytuacji rodzinnej i osobistej. Dyskusje te uświadomiły mu, że popełniał błędy i jest w dużej mierze odpowiedzialny za swoją bezdomność. W wyniku wspólnych działań nawiązał kontakt z rodziną i wyprowadził się do rodzinnego domu. Mamy nadzieję, że jesień życia spędzi przy najbliższych.

W roku 2008

Majster

Pięćdziesięciokilkuletni majster po udarze trafił do naszego schroniska w końcu 2007 roku. Wcześniej z powodu nałogu alkoholowego stracił rodzinę, warsztat. Interesowali się nim jego rodzice, ale oprócz odwiedzin, staruszkowie nie mogli mu nic pomóc, wymagał rehabilitacji, pomocy fizycznej. Pomogliśmy mu uzyskać stopień niepełnosprawności, zasiłek stały i bardzo fachową rehabilitację. Majster czuł się u nas dobrze, ale po znacznej poprawie stanu zdrowia i odnowieniu kontaktu z dziećmi bardzo chciał wrócić do pracy i normalnego życia. Dzięki Krajowemu Funduszowi Osób Niepełnosprawnych i funduszom z Unii Europejskiej udało się Majstrowi otworzyć własny warsztacik, przy którym zamieszkał. Utrzymuje z nami kontakt telefoniczny.

Samodzielna

Ofiara przemocy domowej, matka trójki dzieci wyprowadziła się z dwójką młodszych od męża. Mając stałą pracę wynajęła mieszkanie, ale okazało się, że zbyt mało zarabia aby utrzymać rodzinę w wynajętym mieszkaniu – trafiła do nas po raz pierwszy w 2003 roku. Po kilku miesiącach pobytu u nas wynajęła kolejne mieszkanie, warunki sanitarne były okropne (wiedzieliśmy o tym), ale długo nie chciała wrócić do naszego Domu. Późną jesienią 2007, ze względu na stan zdrowia dzieci zamieszkała u nas. To bardzo pracowita, rzetelna osoba, pracując zawodowo udzielała się w pracach Domu i przejawiała inicjatywę usprawnienia wielu rzeczy i rozwijania talentów dzieci przebywających u nas. W międzyczasie (przy naszej pomocy) poprawiły się warunki płacowe i w końcu 2008 roku Samodzielna wyprowadziła się z dziećmi do małego mieszkania wynajętego na bardzo dobrych warunkach. Utrzymuje z nami kontakt, jest dobrze i ma nadzieję, że już do nas nie wróci.

Z domu dziecka

W 2008 roku młody człowiek (sierota) trafił do naszego schroniska. Opracowaliśmy dla niego indywidualny program wychodzenia z bezdomności. Pomogliśmy skompletować dokumenty i znaleźć pracę ucznia w zawodzie budowlanym. Po kilkumiesięcznym dojeżdżaniu do pracy z naszego schroniska okazało się, że jest bardzo dobrym pracownikiem i pracodawca zapewnił mu mieszkanie. Odwiedził nas w Boże Narodzenie oświadczając, że nie jest już bezdomnym.

Zagubiona

Przez około roku przebywała w naszej placówce bardzo młoda kobieta z malutką córeczką. Uciekła do nas od konkubenta (ojca dziecka) i jego rodziny, którzy znęcali się nad nią psychicznie. Z wykształceniem zawodowym, nigdy nie pracowała, utrzymywała się z alimentów i zasiłków z MOPS. W czasie pobytu u nas uczestniczyła w zajęciach psychoterapeutycznych, indywidualnych i grupowych, osiągnęła poprawę w obszarze funkcjonowania fizycznego, psychospołecznego i emocjonalnego. Po otrzymaniu mieszkania socjalnego, wyprowadziła się, podjęła stałą pracę.

Technik

Technik przebywał w naszym domu 3 lata. Jest kawalerem, tuż po 60-tce. To bardzo spokojny, uczynny, pracowity człowiek. Zawsze miał czas, aby pomóc słabszym, aby zrobić coś dla schroniska, ale nic nie robił żeby pomóc sobie. Gdy rozmawialiśmy z nim mówił, że długo nie pracował, że jest bezdomny, że jest za stary, że nikt go nie przyjmie do pracy - ale zawsze powtarzał, że bardzo by chciał to zmienić. Po wielu rozmowach Technik rozpoczął poszukiwanie pracy i udało mu się – pracuje jako stróż, wynajął mieszkanie niedaleko schroniska.  Odwiedza nas i mówi, że jest szczęśliwy, że udało mu się wyjść z bezdomności i ma nadzieję, że tu już nie wróci.

W roku 2007

 

Piękna

Miła, młoda, piękna, trafiła do nas na początku 2006 r, w ciąży. Po 2 miesiącach została przyjęta do Domu Samotnej Matki. Wróciła do nas latem 2007 z rocznym dzieckiem. Jest sierotą, ma braci alkoholików. Ma wykształcenie podstawowe i bardzo negatywne doświadczenia życiowe - pracowała wbrew własnej woli w domu publicznym za granicą, wróciła z ciążą, depresją i wirusem żółtaczki. Pomogliśmy jej uzyskać dowód osobisty, zasiłek dla samotnej matki i kolejkę na mieszkanie socjalne. Uczymy jak zajmować się dzieckiem, jak postępować ze swoim nosicielstwem żółtaczki, jak zaufać na nowo otoczeniu. Jest osobą chętną do współpracy, uczęszcza na warsztaty Urzędu Pracy aktywizujące zawodowo, jest pod stałą opieką psychologa, pracuje na rzecz ośrodka.

 

Pedro

Około 50-tki; po latach picia i tułaczki, opuszczony przez rodzinę, trafił do nas w 2003 roku z wolą powrotu do zwykłego, nudnego życia. Uczestniczył w spotkaniach AA, pracował w kuchni naszego schroniska, poszukiwał pracy. Tylko raz miał krótką przerwę w abstynencji – po pierwszym spotkaniu z rodziną, ale pozbierał się i wrócił do nas. Na nowo odbudowywał zaufanie nasze i rodziny. Po roku znalazł pracę, zamieszkał z rodziną – wyszedł trwale z bezdomności.

 

Uzależniony

Młody, dwudziestoparoletni chłopak opuścił dom rodzinny z powodu konfliktu z rodzicami, szczególnie z ojcem. Konflikt dotyczył narkotyków. Do schroniska przyszedł w 2005 roku. Trzykrotnie próbował terapii w kierunku uwolnienia się od nałogu, dwa razy bez sukcesu i z przerwami w pobycie w schronisku. Za trzecim razem, w 2007 roku, udało mu się. Mając wsparcie w schronisku, podjął decyzję o kontynuacji nauki. Obecnie mieszka i uczy się na kursie umożliwiającym zdobycie zawodu w Centrum Integracji Społecznej. Spędził z nami Wigilię.

 

Inżynier

Po upadłości zakładu został bez środków do życia, stracił zadłużone mieszkanie. Żona z dziećmi dużo wcześniej wyjechała za granicę. Miał trudności ze znalezieniem pracy a pomocy od rodziny nie chciał. W naszym schronisku przebywał od 2005 roku - ponad dwa lata. Niekonfliktowy, niepijący, wspierany przez nasz personel, ukończył szereg kursów (nawet kurs języka obcego) i znalazł pracę ze służbowym mieszkaniem. Odwiedził nas niedawno: odnowił kontakty z rodziną, pracuje – jest szefem oddziału, jest zadowolony z odmiany losu.

 

Dzięki Schengen

W wyniku rozstania się rodziców, młoda dziewczyna została w kraju z ojcem. Ojciec, uzależniony od alkoholu, nie dbał o nią. Zajmowała się nią babcia, po jej śmierci została sama. Poznała idealnego kandydata na męża, po szybkim ślubie spowodowanym ciążą zamieszkała u teściów, niestety nie układało się. Wynajęli mieszkanie, po porodzie przestało układać się również z mężem - wyrzucił ją z miesięcznym dzieciątkiem. Trochę pomogła jej siostra, chciała pomóc mama, która ma nową rodzinę za granicą – lecz mąż nie wyraził zgody na wyjazd dziecka. Załamana, bez środków do życia trafiła do naszego schroniska. Wspierana przez psychologa i współmieszkanki podjęła pracę, rozwiodła się, a dzięki otwarciu strefy Schengen przeniosła się z dzieciątkiem do mamy, która obiecała zapewnić im dom i nowy start.

 

Studentka

Z małej wsi przyjechała do dużego miasta po naukę, ale musiała się sama utrzymać. Pracowała w gastronomii, wynajmowała pokoik przy rodzinie. Po roku poznała chłopaka, zamieszkali razem, planowali wspólną przyszłość. Przenieśli się do jego rodziców. Gdy zaszła w ciążę, narzeczony zaczął ją bić - uciekła. Do porodu pomagały koleżanki, potem fundacja „Świat na Tak” znalazła im miejsce w schronisku. Nasi pracownicy pomogli w ustaleniu ojcostwa, otrzymaniu alimentów i mieszkania socjalnego. Oczekując na mieszkanie, dziewczyna bardzo dbała o swoje dziecko, pomagała w schronisku i pracowała zarobkowo, opiekując się starszymi osobami. W 2007 roku, po otrzymaniu małego mieszkania, przeniosła się do niego z dzieckiem. Nadal pracuje, utrzymuje kontakt ze schroniskiem i rozpoczęła studia zaoczne. Po wielkich trudach, złych doświadczeniach, dzielna dziewczyna realizuje plan, z jakim przyjechała do miasta.

 

Po 7 latach

Latem 2000 roku trafił do schroniska po raz pierwszy. Przeszedł terapię odwykową z bardzo dobrym skutkiem. Próbował różnych zajęć, ale praca się go nie trzymała, pomimo, że był zawsze trzeźwy. Wiosną 2003 roku wyprowadził się do wynajętego pokoju i pracował na umowę-zlecenie. Przełom 2004 i 2005 roku spędził w Zakładzie Karnym. Po opuszczeniu ZK, jesienią wraca do schroniska. Brak stałej pracy objawia się pogłębiającą frustracją i strachem przed powrotem do nałogu. Na początku 2007 roku podejmuje pracę, z której jest zadowolony, a pracodawca z niego. Po 3 miesiącach pracy opuszcza schronisko. Odwiedził nas na początku 2008 roku – nadal jest OK.